Było już bardzo późne popołudnie gdy zmęczona Usagi wjeżdżała windą na 20. piętro ich apartamentu. Przestępowała jednak energicznie z nogi na nogę niecierpliwie czekając aż winda wjedzie na odpowiednie piętro. Koniecznie chciała zdążyć zrobić mu kolację zanim wróci z uniwersytetu. Trzymając zakupy w jednej i drugiej ręce a klucze w zębach praktycznie biegiem puściła się do drzwi mieszkania.
Z ulgą stwierdziła, że nie ma go jeszcze w domu, więc zrobi mu niespodziankę. Usłyszała znajomy dźwięk dzwonka telefonu. Aby nie tracić czasu założyła bezprzewodową słuchawkę na ucho.
- Tak, Minako???
- Mam ich!!!- wykrzyknęła Mina.
- No widzisz! Mówiłam, że wszystko pójdzie po twojej myśli.
- Kochana, wbrew pozorom wcale nie było tak kolorowo jak ci się wydaje.
- Taaaaaak???- nie dowierzała Usagi.
- Mają charakterek. To znaczy Taiki był jedyną konkretną osobą, z którą dało się normalnie porozmawiać. Seiya stwierdził, że i tak będzie lepiej niż z poprzednim managerem a Yatenowi było wszystko jedno. Co za ignorant!- oburzyła się.
- Już widzę, że przypadniecie sobie do gustu- uśmiechnęła się podnosząc jeden kącik ust w uśmiechu.
- Nie ważne. I tak dam sobie z nimi radę. Nie mam się z nimi przyjaźnić tylko pracować.
Rozmawiały jeszcze chwilę po czym Minako musiała się rozłączyć, bo wzywały ją sprawy zawodowe.
Usagi powoli kończyła kolację. Nakryła do stołu. Wskoczyła pod prysznic. Siniaki na rękach powoli zaczynały blednąć. Potarła je mimowolnie przywołując niechciane wspomnienia. Ubrała się szybko, zapaliła świece na stole i włączyła nastrojową muzykę. Za oknem zaczynało się ściemniać. Po paru minutach usłyszała, że drzwi się otwierają.
Wyszła mężczyźnie naprzeciw.
- Mamoru... witaj- wspięła się na palce aby go pocałować.
Mamoru od niechcenia oddał pocałunek. Usagi spojrzała na ukochanego. Jego oczy były zimne i nieco zamglone. Wyczuła lekką woń alkoholu, którą starał się zamaskować perfumami, którymi niedawno się skropił oraz miętową gumą.
- Zrobiłam ci na kolację...- udając, że nie zauważyła niczego próbowała nawiązać rozmowę.
- Jadłem na mieście- uciął jej w pół zdania, rzucając swoją aktówkę w przedpokoju minął Usagi i zostawiając ją w lekkim osłupieniu poszedł do łazienki nawet nie spoglądając na pięknie zastawiony stół. Zgrzyt zamykanego zamka w łazience wyrwał ją z zamyślenia. Łzy zasłoniły jej widok. Zrobiło się jej cholernie przykro , że jej starania poszły na marne. Podążyła do jadalni, usiadła do stołu, samotnie zjadła kolację, zgasiła świece. Oparła łokcie o blat i schowała twarz w dłoniach. Po upływie pół godziny usłyszała jak wychodzi z łazienki. W półmroku panującym w ich mieszkaniu Usagi zobaczyła jego sylwetkę zbliżającą się w jej kierunku. Sięgnął po stojący na stole kieliszek z winem. Wypił go jednym haustem. Następnie rzucił nim o ścianę. Usagi podskoczyła ze strachu zaskoczona jego nagłym napadem. Szkło rozprysło się na drobne kawałki po podłodze.
Mamoru wytarł usta wierzchem dłoni. Podszedł do Usagi, złapał ją za wilgotne jeszcze włosy i siłą zmusił żeby wstała. Nadal trzymając ją za włosy zaciągnął do sypialni. Rzucił na łóżko i zdarł z niej ubranie. Bieliznę roztargał.
Łzy spływały po jej pięknej twarzy mocząc poduszkę. Próbowała się opierać, choć i tak wiedziała, że nie ma z nim żadnych szans.
- Mamoru... Mamoru... proszę... sprawiasz mi ból.. nie rób mi tego...- prosiła błagalnym głosem przez łzy.
- Milcz!- krzyknął i ścisnął mocniej swój uścisk na jednym i drugim przedramieniu- Nienawidzę cię...- wycedził przez zęby. Usagi jęknęła z bólu- Nienawidzę cie za to, że tutaj wróciłem.
- Mamoru... przecież wróciłeś tu dla mnie...
- I dlatego tak bardzo cię za to nienawidzę. Mogłem mieć pracę w Stanach ale wróciłem do ciebie... Nadajesz się tylko do jednego.
Po tych słowach siłą wziął to czego chciał. Usagi przestała się bronić, czekała aż to wszystko po prostu się skończy. Wiedziała, że zaraz będzie po wszystkim i da jej spokój. Musiała tylko wytrzymać. Na koniec wymierzył jej siarczysty policzek.
- Umiesz tylko płakać, od zawsze tylko to potrafiłaś robić najlepiej- mówiąc to ciężko opadł na drugą stronę łóżka.
Po chwili usłyszała jak uspokaja się mu oddech i zasypia. Powoli, ostrożnie zsunęła się z łóżka, bezszelestnie podążyła do łazienki.
Stojąc przed lustrem dotknęła gorejącego i piekącego policzka. Szybko pobiegła do kuchni, wyciągnęła lód i przyłożyła go do twarzy.
Wzięła prysznic, zmywając z siebie zapach Mamoru.
- Zmieni się, na pewno się zmieni... Jeszcze trochę... Na pewno się wszystko naprostuje...- szeptała do siebie powtarzając te słowa jak mantrę, równocześnie pocierając ostrą gąbką swoje delikatne ciało.
środa, 16 września 2015
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 2
- Usagi! W jakim ty świecie żyjesz?!- wykrzyknęła Minako otwierając oczy i gestykulując rękoma.
- Siedź spokojnie, bo zaraz będziesz wyglądać nie jak seksowna kotka tylko panda!- Usagi skarciła ją wzrokiem- Ale możesz mi o nich opowiedzieć.
- Boże, Usagi, każdy ale to każdy w tym kraju o nich słyszał! Czasami się zastanawiam gdzie ty się uchowałaś przez te lata...
Otóż tak, Usagi bardzo zmieniła się na przełomie lat szkolnych a studiów. Wydoroślała, spoważniała, generalnie nie było śladu po tej beksie z liceum. Poza tylko zamiłowaniem do jedzenia i charakterystyczną fryzurą oraz pogodnym usposobieniem do wszystkich. Usagi pokochała naukę na studiach, bo wreszcie robiła to co lubi, nawet polubiła angielski.
- To trzej bracia Kou Taiki, Kou Seiya oraz Kou Yaten. Niezwykle utalentowani, sami piszą swoje teksty, no i mają nieziemskie glosy. Nie wspomnę już o tym, że są przystojni.
Widząc zachwyt przyjaciółki spojrzała na nią unosząc brwi. Minako otworzyła oczy czując na sobie wzrok Usagi.
- No co? Znasz moje żelazne zasady, żadnych związków z podopiecznymi- uniosła dłoń w geście przysięgi- Ale popatrzeć i pomarzyć wolno.
Usagi zachichotała.
- Ok. Zamykaj oczy z powrotem, bo za chwilę przy tym twoim całym gestykulowaniu będziesz mieć kreski na czole.
Usagi kontynuowała makijaż.
- Wiesz o co mi chodzi- zaczęła Mina- dzięki nim powiększę swój prestiż. Własnie zakończyli współpracę z poprzednim menadżerem i podobno rozstali się w niezbyt przyjaznych okolicznościach. Gość trochę ich wykorzystał. Z resztą trudno mówić w showbiznesie o przyjaźniach. To czysty biznes. Tak czy inaczej bardzo mi zależy żeby ich przeciągnąć na moją stronę, tym bardziej, że nie jako jedyna się o nich staram.
- Minako, z twoją urodą i niezamykającą się buzią na pewno ci się uda- stwierdziła Usagi. Na twarzy Minako zagościł szeroki uśmiech- nie ciesz się tak bardzo tylko wciągnij policzki.
Usagi po chwili skończyła makijaż. Minako z zadowoleniem przejrzała się w lustrze.
- Jesteś wielka!- zapiszczała- myślę, że teraz na pewno są moi!
- Nie przesadzaj, nawet gdybyś ubrała się w worek pokutny to wszystkich byś olśniła.
Usagi rozsiadła się wygodnie na kremowej sofie z kawą w dłoniach. Obok niej usiadła Minako. Sofa zwrócona była na wielką przeszkloną ścianę. Niebo coraz bardziej się rozjaśniało. Gdzieś daleko zaczynało majaczyć słońce. Różowe chmury powoli zmieniały kolor.
- Uwielbiam takie poranki- szepnęła Usagi jakby bojąc się, że głośniejszy ton głosu zniszczy tę magiczną chwilę- To takie niezwykłe...
Jej słowa potwierdził pomruk Miny.
- Tak... I pomyśleć, że dawniej notorycznie spóźniałyśmy się do szkoły na zajęcia przegapiając takie cuda.
Obie wybuchły śmiechem wspominając kary nauczycieli za spóźnialstwo.
- Przepraszam, że zawsze ściągam cię tu tak wcześnie...-Minako miała wyrzuty sumienia.
Usagi uniosła dłoń, dając tym samym znak żeby Minako skończyła.
- Mina... Wiem, że jesteś zajęta w ciągu całego dnia. Doskonale wiem na czym polega twoja praca, bo sama siedzę w tym showbiznesie po uszy. Przestań się tłumaczyć- Usagi uśmiechnęła się ciepło do przyjaciółki- Gdyby nie to, to przesypiałybyśmy takie piękne wschody słońca- Minako także się uśmiechnęła radośnie- Poza tym, wiesz dobrze, że ja także nie jestem czasowa. Dziś muszę się wyrobić z dwiema sesjami zdjęciowymi do reklam. i to w dwóch różnych częściach miasta. Mam nadzieję, że zdążę. Czasami dobrze by było zatrzymać się na chwilę...Szczególnie TY!- wskazała palcem na Minako.
- Co ja?!- wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Mówiłaś, że musisz odpocząć trochę od tej całej bieganiny, gwiazd, gwiazdeczek i ich problemów.
- Hmmm... Może tego lata...- zamyśliła się blondynka- może wreszcie poznam kogoś, kto pozwoli mi się oderwać od codziennego zgiełku... Kto wytrwa to ze mną, zrozumie moją pracę i będzie wyrozumiały... Ale!- Minako klasnęła w dłonie- Na razie czeka mnie rozmowa z Three Lights. I tylko to teraz zajmuje moją głowę. O urlopie pomyślę końcem czerwca.
- Nie masz myśleć tylko się na niego wybrać- Usagi zmrużyła powieki udając, że patrzy wrogo na przyjaciółkę- Ok Mina, muszę się powoli zbierać.
Usagi wstała i odłożyła wysoką szklankę po kawie. Zaczęła powoli pakować kosmetyki
- A jak się wam układa?
Usagi mimowolnie cała się spięła.
- Dobrze...
- Usagi?- Minako od razu wyczuła dziwny ton w glosie Usagi.
Nie odwracając się udawała, że dalej układa coś w kuferku. Tak naprawdę, to chciała aby łzy, które zaszkliły jej oczy szybko znikły, żeby Minako nie zadawała zbyt dużo pytań.
- Ostatnio się trochę pokłóciliśmy- powiedziała opanowanym głosem- wiesz jak nie lubię się z nim sprzeczać...
Minako podeszła do stojącej tyłem przyjaciółki, położyła jej rękę na ramieniu powoli odwracając Usagi do siebie.
- Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Zawsze. Nie przejmuj się facetami, czasami mają swoje humory.
Przytuliła ją mocno do siebie. Usagi odetchnęła z ulgą.
'Niczego nie zauważyła...'
- Wiem- uśmiechnęła się Usagi- A teraz muszę zmykać bo o ósmej zaczynam pierwszą sesję, a muszę wymalować kilka modelek.
- W porządku- Minako odprowadziła Usagi do wyjścia. Przytuliła ją jeszcze raz i cmoknęła w policzek- Życz mi szczęścia!- zawołała za odchodzącą w kierunku windy Usagi.
Prawie przy drzwiach windy blondwłosa odwróciła się i wystawiając język przyjaciółce krzyknęła:
- Nie potrzebujesz go!!!
I obie wybuchły śmiechem. Minako zdążyła jeszcze pomachać Usagi zanim zniknęła za drzwiami windy.
Zjechała do podziemnego garażu i podeszła do własnego miejsca parkingowego, które znajdowało się obok miejsca Miny. Usagi przewróciła oczami i pokręciła głową.
'Minako , uwielbiasz rozwalać pieniądze'
Z drugiej strony jednak była jej wdzięczna, bo w każdej chwili mogła ją odwiedzić i mieć pewność, że zawsze będzie mieć miejsce, bo chociaż parking był gigantyczny to znalezienie miejsca graniczyło z cudem.
Wrzuciła swój kuferek na tylne siedzenie swojego Mustanga. Kolejny przekręt Miny, uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze wiedziała, że podobają się jej szybkie samochody a w szczególności Mustangi. Załatwiła więc edycję limitowaną V8 GT Coupe The Black. Podsunęła podstępnie jeden egzemplarz do salonu i wtedy Usagi przepadła, musiała go kupić. Dobrze wiedziała, że to jeden z czterdziestu sztuk wyprodukowanych specjalnie na rynek japoński więc była jej wdzięczna, bo przez swoje znajomości Minako potrafiła dużo załatwić.
- Mam nadzieję, że uda ci się złapać kolejne gwiazdy.
Wyjęła mała karteczkę ze schowka, odcisnęła swoje usta w kolorze fuksji i napisała 'Powodzenia'. Wcisnęła karteczkę za wycieraczkę jej Range Rovera i wsiadła do swojego samochodu. Założyła ciemne okulary i przekręciła kluczyk w stacyjce, włączyła swoje ulubione ballady z lat '80. Wyjeżdżając z parkingu mijała inne auta pracowników kilku korporacji mieszczących się w biurowcu, którzy własnie zjeżdżali się do pracy. Po paru minutach była już na autostradzie i mknęła na drugi koniec miasta.
Godzinę później Minako Aino wsiadała do swojego auta trzymając w dłoni karteczkę od przyjaciółki. Uśmiechnęła i położyła ją na siedzeniu pasażera.
Dotarła do modnej restauracji gdzie miała czekać na muzyków. Gdy zamówiła kawę po chwili zjawili się wszyscy trzej. Mogli więc zasiąść do negocjacji.
- Siedź spokojnie, bo zaraz będziesz wyglądać nie jak seksowna kotka tylko panda!- Usagi skarciła ją wzrokiem- Ale możesz mi o nich opowiedzieć.
- Boże, Usagi, każdy ale to każdy w tym kraju o nich słyszał! Czasami się zastanawiam gdzie ty się uchowałaś przez te lata...
Otóż tak, Usagi bardzo zmieniła się na przełomie lat szkolnych a studiów. Wydoroślała, spoważniała, generalnie nie było śladu po tej beksie z liceum. Poza tylko zamiłowaniem do jedzenia i charakterystyczną fryzurą oraz pogodnym usposobieniem do wszystkich. Usagi pokochała naukę na studiach, bo wreszcie robiła to co lubi, nawet polubiła angielski.
- To trzej bracia Kou Taiki, Kou Seiya oraz Kou Yaten. Niezwykle utalentowani, sami piszą swoje teksty, no i mają nieziemskie glosy. Nie wspomnę już o tym, że są przystojni.
Widząc zachwyt przyjaciółki spojrzała na nią unosząc brwi. Minako otworzyła oczy czując na sobie wzrok Usagi.
- No co? Znasz moje żelazne zasady, żadnych związków z podopiecznymi- uniosła dłoń w geście przysięgi- Ale popatrzeć i pomarzyć wolno.
Usagi zachichotała.
- Ok. Zamykaj oczy z powrotem, bo za chwilę przy tym twoim całym gestykulowaniu będziesz mieć kreski na czole.
Usagi kontynuowała makijaż.
- Wiesz o co mi chodzi- zaczęła Mina- dzięki nim powiększę swój prestiż. Własnie zakończyli współpracę z poprzednim menadżerem i podobno rozstali się w niezbyt przyjaznych okolicznościach. Gość trochę ich wykorzystał. Z resztą trudno mówić w showbiznesie o przyjaźniach. To czysty biznes. Tak czy inaczej bardzo mi zależy żeby ich przeciągnąć na moją stronę, tym bardziej, że nie jako jedyna się o nich staram.
- Minako, z twoją urodą i niezamykającą się buzią na pewno ci się uda- stwierdziła Usagi. Na twarzy Minako zagościł szeroki uśmiech- nie ciesz się tak bardzo tylko wciągnij policzki.
Usagi po chwili skończyła makijaż. Minako z zadowoleniem przejrzała się w lustrze.
- Jesteś wielka!- zapiszczała- myślę, że teraz na pewno są moi!
- Nie przesadzaj, nawet gdybyś ubrała się w worek pokutny to wszystkich byś olśniła.
Usagi rozsiadła się wygodnie na kremowej sofie z kawą w dłoniach. Obok niej usiadła Minako. Sofa zwrócona była na wielką przeszkloną ścianę. Niebo coraz bardziej się rozjaśniało. Gdzieś daleko zaczynało majaczyć słońce. Różowe chmury powoli zmieniały kolor.
- Uwielbiam takie poranki- szepnęła Usagi jakby bojąc się, że głośniejszy ton głosu zniszczy tę magiczną chwilę- To takie niezwykłe...
Jej słowa potwierdził pomruk Miny.
- Tak... I pomyśleć, że dawniej notorycznie spóźniałyśmy się do szkoły na zajęcia przegapiając takie cuda.
Obie wybuchły śmiechem wspominając kary nauczycieli za spóźnialstwo.
- Przepraszam, że zawsze ściągam cię tu tak wcześnie...-Minako miała wyrzuty sumienia.
Usagi uniosła dłoń, dając tym samym znak żeby Minako skończyła.
- Mina... Wiem, że jesteś zajęta w ciągu całego dnia. Doskonale wiem na czym polega twoja praca, bo sama siedzę w tym showbiznesie po uszy. Przestań się tłumaczyć- Usagi uśmiechnęła się ciepło do przyjaciółki- Gdyby nie to, to przesypiałybyśmy takie piękne wschody słońca- Minako także się uśmiechnęła radośnie- Poza tym, wiesz dobrze, że ja także nie jestem czasowa. Dziś muszę się wyrobić z dwiema sesjami zdjęciowymi do reklam. i to w dwóch różnych częściach miasta. Mam nadzieję, że zdążę. Czasami dobrze by było zatrzymać się na chwilę...Szczególnie TY!- wskazała palcem na Minako.
- Co ja?!- wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Mówiłaś, że musisz odpocząć trochę od tej całej bieganiny, gwiazd, gwiazdeczek i ich problemów.
- Hmmm... Może tego lata...- zamyśliła się blondynka- może wreszcie poznam kogoś, kto pozwoli mi się oderwać od codziennego zgiełku... Kto wytrwa to ze mną, zrozumie moją pracę i będzie wyrozumiały... Ale!- Minako klasnęła w dłonie- Na razie czeka mnie rozmowa z Three Lights. I tylko to teraz zajmuje moją głowę. O urlopie pomyślę końcem czerwca.
- Nie masz myśleć tylko się na niego wybrać- Usagi zmrużyła powieki udając, że patrzy wrogo na przyjaciółkę- Ok Mina, muszę się powoli zbierać.
Usagi wstała i odłożyła wysoką szklankę po kawie. Zaczęła powoli pakować kosmetyki
- A jak się wam układa?
Usagi mimowolnie cała się spięła.
- Dobrze...
- Usagi?- Minako od razu wyczuła dziwny ton w glosie Usagi.
Nie odwracając się udawała, że dalej układa coś w kuferku. Tak naprawdę, to chciała aby łzy, które zaszkliły jej oczy szybko znikły, żeby Minako nie zadawała zbyt dużo pytań.
- Ostatnio się trochę pokłóciliśmy- powiedziała opanowanym głosem- wiesz jak nie lubię się z nim sprzeczać...
Minako podeszła do stojącej tyłem przyjaciółki, położyła jej rękę na ramieniu powoli odwracając Usagi do siebie.
- Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Zawsze. Nie przejmuj się facetami, czasami mają swoje humory.
Przytuliła ją mocno do siebie. Usagi odetchnęła z ulgą.
'Niczego nie zauważyła...'
- Wiem- uśmiechnęła się Usagi- A teraz muszę zmykać bo o ósmej zaczynam pierwszą sesję, a muszę wymalować kilka modelek.
- W porządku- Minako odprowadziła Usagi do wyjścia. Przytuliła ją jeszcze raz i cmoknęła w policzek- Życz mi szczęścia!- zawołała za odchodzącą w kierunku windy Usagi.
Prawie przy drzwiach windy blondwłosa odwróciła się i wystawiając język przyjaciółce krzyknęła:
- Nie potrzebujesz go!!!
I obie wybuchły śmiechem. Minako zdążyła jeszcze pomachać Usagi zanim zniknęła za drzwiami windy.
Zjechała do podziemnego garażu i podeszła do własnego miejsca parkingowego, które znajdowało się obok miejsca Miny. Usagi przewróciła oczami i pokręciła głową.
'Minako , uwielbiasz rozwalać pieniądze'
Z drugiej strony jednak była jej wdzięczna, bo w każdej chwili mogła ją odwiedzić i mieć pewność, że zawsze będzie mieć miejsce, bo chociaż parking był gigantyczny to znalezienie miejsca graniczyło z cudem.
Wrzuciła swój kuferek na tylne siedzenie swojego Mustanga. Kolejny przekręt Miny, uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze wiedziała, że podobają się jej szybkie samochody a w szczególności Mustangi. Załatwiła więc edycję limitowaną V8 GT Coupe The Black. Podsunęła podstępnie jeden egzemplarz do salonu i wtedy Usagi przepadła, musiała go kupić. Dobrze wiedziała, że to jeden z czterdziestu sztuk wyprodukowanych specjalnie na rynek japoński więc była jej wdzięczna, bo przez swoje znajomości Minako potrafiła dużo załatwić.
- Mam nadzieję, że uda ci się złapać kolejne gwiazdy.
Wyjęła mała karteczkę ze schowka, odcisnęła swoje usta w kolorze fuksji i napisała 'Powodzenia'. Wcisnęła karteczkę za wycieraczkę jej Range Rovera i wsiadła do swojego samochodu. Założyła ciemne okulary i przekręciła kluczyk w stacyjce, włączyła swoje ulubione ballady z lat '80. Wyjeżdżając z parkingu mijała inne auta pracowników kilku korporacji mieszczących się w biurowcu, którzy własnie zjeżdżali się do pracy. Po paru minutach była już na autostradzie i mknęła na drugi koniec miasta.
Godzinę później Minako Aino wsiadała do swojego auta trzymając w dłoni karteczkę od przyjaciółki. Uśmiechnęła i położyła ją na siedzeniu pasażera.
Dotarła do modnej restauracji gdzie miała czekać na muzyków. Gdy zamówiła kawę po chwili zjawili się wszyscy trzej. Mogli więc zasiąść do negocjacji.
środa, 1 lipca 2015
Prolog
Padło kilka strzałów.
Dosłownie słyszała jak kule świszczą i szarpią jej klatkę piersiową. Kobieta o piaskowych włosach osunęła się na ziemię. Zdążyła ją tylko złapać za ramiona starając się zamortyzować upadek.
- Nie! Proszę, nie!!- krzyczała wciskając twarz w jej zakrwawioną koszulę, w ustach poczuła metaliczny smak krwi.
Poczuła dłoń na swojej głowie. Spojrzała jej w oczy. Wzrokiem zadała nieme pytanie.
- To była moja praca. Chronić ciebie Kociątko.
- Proszę, nic nie mów. Wyjdziesz z tego. Zaraz się tobą zajmą.- dociskała swoją suknię do jej ran starając się zatamować krew.
Blady uśmiech zagościł na jej twarzy. Po chwili opadła głową na jej kolana a piaskowe włosy przysłoniły część twarzy.
- Nieeeeeee!!!!!!.....- zaczęła panicznie krzyczeć wpadając w histerię.
Podniosła swoje zakrwawione dłonie na wysokość oczu. Zaczęła cała się trząść. W ogóle nie zauważała całego chaosu, który zapanował dookoła dosłownie w kilka sekund.
Po krótkiej chwili dobiegł do niej długowłosy mężczyzna. W jednej sekundzie złapał ją w pasie i podniósł do góry z ziemi. Zasłaniając swoim ciałem zaczął ją wynosić z miejsca strzelaniny.
Znów padły strzały.
Czuła jak szarpnęło dwukrotnie jego ciałem.
- Kurwa!- zaklął siarczyście krzywiąc się z bólu.
Dochodząc do auta zaczął wciskać ją na tylne siedzenie, drugą ręką wyciągnął swoją broń. Oddał kilka strzałów w kierunku potencjalnego napastnika.
- Jedź! Jedź! Jedź!!- krzyknął do kierowcy, w ostatniej chwili wskakując do auta.
Łapiąc się za bark, spojrzał na drugi koniec siedzenia.
Siedziała w zakrwawionej, jasnej, wyszywanej złotymi nićmi sukni, skulona w kłębek z kolanami przyciągniętymi do brody i ze złami spływającymi po policzkach.
Dotknął swojego ucha.
- Tu Czerwona Gwiazda, Wietrzny Wojownik nie żyje, Królik bezpieczny. Bez odbioru.
Westchnął ciężko. Oparł się o siedzenie. Nadal patrząc na nią pomyślał jak bardzo jej teraz nienawidził. Nigdy za nią nie przepadał ale dziś przelała się czara.
Jej bezsilność go denerwowała. Syknął dotykając miejsca gdzie z dwóch ran sączyła się krew. Wyciągnął broń z kabury i położył na tapicerce samochodu.
Zerknęła na pistolet i krwawe ślady na kremowej skórze. Zrobiła jeszcze większe oczy.
- Słucham- ponownie dotknął słuchawki z mikroportem. Słuchał z uwagą dobrych kilka minut- Zrozumiałem. Bez odbioru.
Klepnął w ramie kierowcę, który zdążył już wjechać na autostradę i pędził w szalonym tempie. Szepnął mu coś i ponownie oparł się o siedzenie. Spoglądając na nią jeszcze raz zauważył, że drży. Z bólem malującym się na jego twarzy zdjął marynarkę, przysunął się i zarzucił ją na jej drobne ramiona. Zaskoczona podniosła głowę, jej oczy znalazły się na wysokości jego klatki. Zauważyła wielką plamę krwi na jego lewym ramieniu, która biła czerwienią na białej koszuli. Przerażona odsunęła się energicznie do tyłu tłukąc głowę o szybę drzwi.
- Jesteś ranny...- wyszeptała.
Spojrzał na swoją koszulę. Następnie popatrzył w jej niebieskie oczy, rozszerzone do granic możliwości. Mimowolnie spojrzała na jego usta, które teraz tworzyły cienką linię. Był tak blisko niej, że czuła ciepło bijące od niego. Jednak patrząc w jego granatowe oczy czuła tylko przejmujący chłód. Nic jej nie odpowiedział, wyjął tylko papierosy z bocznej kieszeni marynarki, po czym odsunął się od niej jakby chciał się odgrodzić niewidzialnym murem. Odpalił papierosa zaciągając się długo. Z poręcznego minibarku wyjął Johnniego Walkera z niebieską etykietą, wrzucił niedbale lód do szklanki i zalał alkoholem. Pierwszą szklankę wypił jednym haustem, drugą powoli sączył. Odwrócił głowę w stronę swojej szyby żeby nie musieć patrzeć na nią. Skupił się na smugach świateł, które zostawiały mijane przez nich samochody.
Nie usłyszawszy żadnego słowa z jego ust i widząc co robi mężczyzna, skrzywiła się. Zachowywał się jakby nic się nie stało w przeciągu kilkudziesięciu minut.
'Czy śmierć Haruki nic dla niego nie znaczy??? Co za dupek. Nienawidzę go...'
Dosłownie słyszała jak kule świszczą i szarpią jej klatkę piersiową. Kobieta o piaskowych włosach osunęła się na ziemię. Zdążyła ją tylko złapać za ramiona starając się zamortyzować upadek.
- Nie! Proszę, nie!!- krzyczała wciskając twarz w jej zakrwawioną koszulę, w ustach poczuła metaliczny smak krwi.
Poczuła dłoń na swojej głowie. Spojrzała jej w oczy. Wzrokiem zadała nieme pytanie.
- To była moja praca. Chronić ciebie Kociątko.
- Proszę, nic nie mów. Wyjdziesz z tego. Zaraz się tobą zajmą.- dociskała swoją suknię do jej ran starając się zatamować krew.
Blady uśmiech zagościł na jej twarzy. Po chwili opadła głową na jej kolana a piaskowe włosy przysłoniły część twarzy.
- Nieeeeeee!!!!!!.....- zaczęła panicznie krzyczeć wpadając w histerię.
Podniosła swoje zakrwawione dłonie na wysokość oczu. Zaczęła cała się trząść. W ogóle nie zauważała całego chaosu, który zapanował dookoła dosłownie w kilka sekund.
Po krótkiej chwili dobiegł do niej długowłosy mężczyzna. W jednej sekundzie złapał ją w pasie i podniósł do góry z ziemi. Zasłaniając swoim ciałem zaczął ją wynosić z miejsca strzelaniny.
Znów padły strzały.
Czuła jak szarpnęło dwukrotnie jego ciałem.
- Kurwa!- zaklął siarczyście krzywiąc się z bólu.
Dochodząc do auta zaczął wciskać ją na tylne siedzenie, drugą ręką wyciągnął swoją broń. Oddał kilka strzałów w kierunku potencjalnego napastnika.
- Jedź! Jedź! Jedź!!- krzyknął do kierowcy, w ostatniej chwili wskakując do auta.
Łapiąc się za bark, spojrzał na drugi koniec siedzenia.
Siedziała w zakrwawionej, jasnej, wyszywanej złotymi nićmi sukni, skulona w kłębek z kolanami przyciągniętymi do brody i ze złami spływającymi po policzkach.
Dotknął swojego ucha.
- Tu Czerwona Gwiazda, Wietrzny Wojownik nie żyje, Królik bezpieczny. Bez odbioru.
Westchnął ciężko. Oparł się o siedzenie. Nadal patrząc na nią pomyślał jak bardzo jej teraz nienawidził. Nigdy za nią nie przepadał ale dziś przelała się czara.
Jej bezsilność go denerwowała. Syknął dotykając miejsca gdzie z dwóch ran sączyła się krew. Wyciągnął broń z kabury i położył na tapicerce samochodu.
Zerknęła na pistolet i krwawe ślady na kremowej skórze. Zrobiła jeszcze większe oczy.
- Słucham- ponownie dotknął słuchawki z mikroportem. Słuchał z uwagą dobrych kilka minut- Zrozumiałem. Bez odbioru.
Klepnął w ramie kierowcę, który zdążył już wjechać na autostradę i pędził w szalonym tempie. Szepnął mu coś i ponownie oparł się o siedzenie. Spoglądając na nią jeszcze raz zauważył, że drży. Z bólem malującym się na jego twarzy zdjął marynarkę, przysunął się i zarzucił ją na jej drobne ramiona. Zaskoczona podniosła głowę, jej oczy znalazły się na wysokości jego klatki. Zauważyła wielką plamę krwi na jego lewym ramieniu, która biła czerwienią na białej koszuli. Przerażona odsunęła się energicznie do tyłu tłukąc głowę o szybę drzwi.
- Jesteś ranny...- wyszeptała.
Spojrzał na swoją koszulę. Następnie popatrzył w jej niebieskie oczy, rozszerzone do granic możliwości. Mimowolnie spojrzała na jego usta, które teraz tworzyły cienką linię. Był tak blisko niej, że czuła ciepło bijące od niego. Jednak patrząc w jego granatowe oczy czuła tylko przejmujący chłód. Nic jej nie odpowiedział, wyjął tylko papierosy z bocznej kieszeni marynarki, po czym odsunął się od niej jakby chciał się odgrodzić niewidzialnym murem. Odpalił papierosa zaciągając się długo. Z poręcznego minibarku wyjął Johnniego Walkera z niebieską etykietą, wrzucił niedbale lód do szklanki i zalał alkoholem. Pierwszą szklankę wypił jednym haustem, drugą powoli sączył. Odwrócił głowę w stronę swojej szyby żeby nie musieć patrzeć na nią. Skupił się na smugach świateł, które zostawiały mijane przez nich samochody.
Nie usłyszawszy żadnego słowa z jego ust i widząc co robi mężczyzna, skrzywiła się. Zachowywał się jakby nic się nie stało w przeciągu kilkudziesięciu minut.
'Czy śmierć Haruki nic dla niego nie znaczy??? Co za dupek. Nienawidzę go...'
Subskrybuj:
Posty (Atom)